Uczyć niedostatku i służby - 10 sierpnia

(J 12, 24-26) Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec».

1. O dzisiejszym świętym.

Wawrzyniec był jednym z siedmiu diakonów Kościoła rzymskiego za czasów papieża Sykstusa II.

Właściwie jedynym źródłem jest Liber Pontificalis (Księga Papieży), który śmierć Wawrzyńca wiąże bezpośrednio z męczeństwem papieża św. Sykstusa II, który zginął dnia 6 sierpnia 258 r. wraz ze swoimi czterema diakonami.

Według niej Wawrzyniec miał być wyłączony z grupy skazanej na śmierć, która stanowiła orszak papieża. Wawrzyniec był bowiem administratorem majątku Kościoła w Rzymie. Miał równocześnie zleconą opiekę nad ubogimi. Namiestnik rzymski liczył, że namową i kuszącymi obietnicami, a w razie potrzeby katuszami, wymusi na nim oddanie całego majątku kościelnego w jego ręce. Wawrzyniec miał wówczas poprosić o kilka dni, aby mógł zebrać "skarby Kościoła" i pokazać je namiestnikowi. Kiedy nadszedł oznaczony dzień, diakon zgromadził wszystką biedotę Rzymu, którą wspierała gmina chrześcijańska. Miał przy tym wypowiedzieć słowa: "Oto są skarby Kościoła!" Zawiedziony tyran poddał go wyjątkowym katuszom. Walerian nakazał rozciągnąć go na żelaznych rusztach i wolno podgrzewać i piec żywcem w ogniu. Wawrzyniec miał się zdobyć jeszcze na słowa: "Widzisz, że ciało moje jest już dosyć przypieczone. Obróć je teraz na drugą stronę!" Św. Leon Wielki daje do tych słów piękny komentarz: "Jak silny musiał być ogień miłości Chrystusowej, skoro gasił on żar ognia naturalnego!".
Według wspomnianego opisu męki Wawrzyniec miał być przedtem biczowany knutami z drutu, potem wieszano go wyrywając członki ze stawów. W żywocie jest podany jeszcze jeden szczegół. Kiedy prowadzono papieża św. Sykstusa na śmierć z jego diakonami, chciał iść z nim także Wawrzyniec. Wymawiał mu nawet słodko: "Gdzie idziesz, Ojcze, bez syna? Jakże obejdziesz się bez swojego diakona? Nigdy nie odprawiałeś Eucharystii bez niego, czymże więc mogłem ściągnąć na siebie twoją niełaskę?" Na to św. Sykstus miał odpowiedzieć: "Dla mnie, steranego wiekiem, jest przygotowana mniejsza próba. Ciebie czekają wiele większe cierpienia, ale też i piękniejsza czeka cię korona

2.    Współczesne dzieci.

 

„Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.”

 

Pokusa kochania własnego życia dotyka nas na co dzień.

Przede wszystkim wyraża się w kultywowaniu chęci zaspakajania wszystkich własnych potrzeb.

 

A ile tych potrzeb mamy… ile gwiazd na niebie.

 

 Uważamy, że przede wszystkim muszą być zaspokojone wszystkie nasze potrzeby egzystencjalne jak: śniadanie, obiad, kolacja no i coś pomiędzy.

Pilnujemy tego jak świętego rytuału.

 

 A co by się stało, gdyby coś wypadło z tego rytuału? Nic, prawda!

 

Św. Paweł powie: „Także bardzo się ucieszyłem w Panu, że wreszcie rozkwitło wasze staranie o mnie.  Nie mówię tego bynajmniej z powodu niedostatku: ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem.  Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku.  Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. (Flp 4,10-13).

 

Czego uczysz własne dziecko od maleńka: obfitowania we wszystkim, czy życia w warunkach takich jakie są?

Czy twoje dziecko kiedyś doznało niedostatku?

Czy kiedyś powiedziałaś dziecku NIE, to co masz już w domu wystarczy.

Czy twoje dziecko wie, co to znaczy doświadczyć jakieś niedogodności lub nie nasycenia w jedzeniu i piciu?

 

Mamusia drogie, które zaspokajacie wszystkie potrzeby waszych dzieci, uczycie czy uczycie je samowystarczalności i dajecie im praktyczne zadania do wykonania?

- Czy same dziecku posprzątacie zabawki,

- na półce młodemu człowiekowi ułożycie bieliznę,

- wszystko mu wypierzecie,

- ugotujecie,

- podacie pod nos, aby tylko zjadło,

- wannę po jego kąpieli umyjecie,

- sedes „Domestosem” odkazicie i rośnie taki synuś na chwałę, tylko czego i kogo?

Na pewno nie ojczyzny, ani przyszłej żony, ani…ani.

 

Oj, mamy właśnie takie pokolenie „narcyzów” zapatrzonych w siebie i zalęknionych chowacie, bo co zrobi wasze duże dziecko kiedy mamusi zabraknie?!

W Polsce 30% już dorosłych mężczyzn do 30 roku życia zostaje przy mamusiach.

Problem w tym, że aż milion czterdzieści tysięcy dzieci wychowywane są przez samotne matki, z tego zapewne połowa: siedemset tysięcy chłopców nie ma wzorca męskiego.

 

Uczmy więc Ewangelicznie własne dziecko, aby nie chciało zaspakajania tylko własnych potrzeb.

Uczmy odmawiania sobie jedzenia, a dzielenia się z innymi.

Rezygnacji z tego co nie musi posiadać, a poprzestawania na tym co konieczne i dziękowania Bogu za to, co już ma.

 

3.    Postawa służby.

 

„A kto by  chciał Mi służyć”… mówi Jezus. Służyć Jezusowi oznacza służyć z miłością drugiemu człowiekowi.

 

Uczysz od maleńka własne dziecko właśnie tej postawy.

A warto! Bo na starość jakby znalazł.

Przyjdzie do ciebie córka, syn i umyje cię, pampersika ci założy i będziesz szczęśliwa.

 

Albo umrzesz w samotności, jak starsza pani mieszkająca obok mojej mamy.

W sobotę pokiwała jeszcze przez balkon sąsiadce z przeciwka, a w niedzielę inni sąsiedzi, całe szczęście domyślili się, że już nie żyje.

 

Uczmy  wiec od maleńka swoje dzieci jak służyć Jezusowi w drugim człowieku i nie kochać własnego życia, ale poświęcać je w sposób bezinteresowny na rzecz bliźniego może w hospicjum jako wolontariusz, czy w innych dziedzinach życiu wśród ubogich i potrzebujących … .

Inne artykuły autora

Wąska droga do zbawienia - 19 sierpnia

Dlaczego bogatemu trudniej... - 17 sierpnia

O drodze ku doskonałości - 16 sierpnia