Stuknęła setka

Tempus fugit. Nawet się nie obejrzałem, a to już ponad sto wpisów na blogu z platformy michalici.pl. Rzeczą naturalną jest to, że po stu dniach ocenia się rządy, premierów i ministrów. Podsumowuje się dokonania i wylicza błędy oraz niezrealizowane obietnice. W związku z tym postanowiłem poddać się samokrytyce i podsumować moje pisanie przez ostatni rok.

Na samym początku muszę się do czegoś przyznać. Jeszcze kilka lat temu nawet nie myślałem o tym, aby zajmować się pisaniem, czy działalnością publicystyczną. Życie jednak stawia czasami przed nami sytuacje, w których rzeczy niemożliwe stają się możliwe, a nierealne zaczynają wchodzić w krew i stają się nieodzownym elementem życia (por. prorok Jeremiasz). Tak też było z moim pisaniem. Najgorliwsi czytelnicy zapewne pamiętają, że blog na michalici.pl jest kontynuacją (chociaż niedokładną) blogu ewangelicznie.pl, który traktował głównie o Ewangelii. Zmiany, które dokonały się w michalickiej przestrzeni medialnej, spowodowały, że stary blog spoczywa gdzieś na cmentarzysku wirtualnej rzeczywistości, a nowy rozwija się na swój własny sposób i prowokuje do kolejnych inicjatyw. Wierzę bowiem, że wśród moich współbraci wielu jest takich, którzy mogliby prowadzić swój blog i robić to bardzo dobrze.

Zajmijmy się jednak tym, jak wygląda upublicznianie swoich tekstów, a co za tym idzie, własnych myśli i poglądów. Pisanie i działalność publicystyczna przysporzyły mi zarówno wielu fanów, jak i krytyków. Cieszy jednak to, że i jedni, i drudzy czytają to, co pojawia się na stronie michcalici.pl. Biorąc pod uwagę, że nie ukończyłem żadnej szkoły w tym kierunku, kursu kreatywnego pisania, ani niczego podobnego, wydaje się to rzeczą ciekawą, a być może nawet trudną do zrozumienia. Wbrew pozorom, jestem świadomy tego, że część tekstów nie jest najwyższych lotów i nie spełnia wymogów stylu, interpunkcji i logicznego myślenia, ale też nigdy nie stawiałem sobie za cel pisania wytrawnych esejów, które zapewne byłyby precyzyjne, ale też nie do końca oddały to, co mam w sercu. Tu pojawia się zasadnicze pytanie: O czym ja właściwie piszę? Krytycy jednoznacznie odpowiedzą, że w zasadzie nie wiadomo, bo zbyt często „owijam w bawełnę”, albo zwyczajnie gubię się w swoich myślach. Rzeczywiście zdarza mi się bujać w obłokach i napisać tekst z pogranicza bajki i absurdu. Zawsze zresztą twierdziłem, że w mojej głowie absurd i bajka mieszają się niemal codziennie. Niestety tego już chyba nie zmienię. Jeżeli ktoś chciałby znaleźć osobę, która nie rozumie tego, o czym piszę, to nie musi daleko szukać, bo jestem nią ja sam. Na marginesie dodam, że nie ma dla mnie nic gorszego niż czytanie własnych tekstów, a niestety muszę to robić, żeby wychwycić przynajmniej te największe błędy i literówki. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawy i problemy, o których piszę zawsze wypływają z mojego doświadczenia, a jest to doświadczenie skomplikowane i być może dlatego dla wielu niezrozumiałe. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym publikował wszystkie swoje teksty i przemyślenia. Niejeden zapewne pomyślałby, że ma do czynienia z wariatem! Na szczęście nie mam takich pragnień i część mojej działalności pozostanie w sferze tajemnicy i w wąskim gronie osób.

Są wśród wpisów blogowych zapewne takie, które moi czytelnicy rozumieją inaczej niż ja, gdy je pisałem. Tak właśnie ma być. Pisarstwo zawsze przekracza autora. Krytycy oczywiście czuwają przy mnie nieustannie, za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Stają się bowiem często inspiracją do dalszego pisania. Być może nie jest to dla nich dobra wiadomość, ale tak właśnie jest. Odetniesz jedną głowę Hydrze, a na jej miejscu wyrosną dwie nowe. Nie chcę jednak, aby krytycy przeceniali moją działalność. Często nie jest ona warta nawet krytyki, bo krytykuje się sama.

Jednocześnie nieukrywaną radość sprawia mi fakt, że część czytelników z utęsknieniem czeka na kolejne wpisy. Nie bierzecie ich zbyt dosłownie. Za każdym z nich ukryta jest pewna „historia tworzenia” (nie mylić z historią stworzenia), która czerpie natchnienie z obserwacji życia codziennego. Jeżeli komuś pomaga to, o czym piszę, to Bogu niech będą dzięki. W tym miejscu dziękuję również Wam, Drodzy Czytelnicy, bo bez Was pewnie zabrakłoby mi siły i motywacji do pisania.

PS. Podziękowania dla pani Magdy od korekty tekstów za mrówczą pracę.

Inne artykuły autora

Heretycy!

Rozproszenia na modlitwie