Nigdy więcej wojny

W minioną sobotę, tj. 22 września, w Warszawie odbył się III Międzynarodowy Bieg na Kopiec Powstania Warszawskiego. Forma biegu jest specyficzna: trasa wiedzie schodami na szczyt kopca, a następnie spiralą w dół, szutrową ścieżką. Następnie z powrotem pod górę. I tak cały czas. Jedno okrążenie ma 700 m; można ich pokonać od 1 do... zwycięzca zaliczył 100. Ale w tym biegu nie o wynik chodzi. Celem nadrzędnym jest oddanie hołdu Patriotom, którzy walczyli za naszą wolną ojczyznę.  Zresztą wielu z nich towarzyszyło nam osobiście podczas imprezy. Wiekowi już powstańcy warszawscy dzielili się przez mikrofon swoimi wspomnieniami, a także wręczali biegaczom na mecie medale. Ściskali ich wtedy i dziękowali, że ktoś wciąż pamięta o nich i ich zmarłych towarzyszach broni.

Impreza piękna, z pięknym przesłaniem. Pierwszy raz brałem w niej udział. Może dlatego przeżyłem ją w sposób szczególny. Mimo że zawodom towarzyszyła rodzinna atmosfera, momentami wręcz piknikowa, ja nie potrafiłem oddać się tej przyjemnej aurze. Cały czas myślałem o tym dla kogo i GDZIE biegniemy. Kopiec Powstania Warszawskiego nie jest bowiem zwykłym rekreacyjnym wzniesieniem. Trzeba wiedzieć, że został usypany w latach powojennych z ruin Warszawy. Pokonując kolejne pętle, myślałem o tych murach, po których stąpam, o ścianach ochrzczonych krwią niewinnych. Modliłem się za wszystkich poległych, za dusze ofiar i sprawców (choć to trudne). O godzinie 17.00 bieg został przerwany na kilka chwil. Zawyły syreny. Godzina W – wspomnienie wybuchu powstania sprzed ponad 70 lat. Może to głupie, ale... rozpłakałem się. W jednym momencie poczułem cierpienie milionów niewinnych ludzi, bezsens ich śmierci. Usłyszałem ich krzyki cierpienia i bólu. Pomyślałem o całej irracjonalności wszystkich okrucieństw II wojny światowej. Nie mogłem się pozbierać. Miałem ochotę krzyczeć: „nigdy więcej... NIGDY WIĘCEJ WOJNY!”.

Piszę o tym nie z ckliwości czy dla samej refleksji. Hasło „nigdy więcej wojny” to nie tylko prośba, czy życzenie, ale przede wszystkim zadanie. To odpowiedzialność każdego z nas. Nie tylko trzeba nam modlić się o pokój – np. w ramach akcji Koronka na ulicach miast świata (dziś, tj. 28.09 o 15.00). Pokój trzeba też szerzyć w świecie. To wyzwanie dla każdego z nas. Nie musisz jechać jako wolontariusz na drugi koniec globu. Nie musisz wygłaszać płomiennych przemówień na Forum ONZ. Wystarczy, że codziennie będziesz zwalczał nienawiść. Że będziesz wyrozumiały i miły dla ludzi, których spotykasz. Że nie będziesz się mścił, że będziesz wybaczać. Że zło dobrem będziesz zwyciężać.

NIGDY WIĘCEJ WOJNY – zacznij od siebie, tu i teraz. Jeśli zaprowadzisz pokój w swoim sercu, a potem w swoim otoczeniu, szanse na zwycięstwo przemocy i nienawiści znacznie zmaleją. Jak w piosence Czesława Niemena:

…Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.

Inne artykuły autora

Prawda

Kafarnaum

Cud nad Wisłą 2018